ARCHEOLOG.OLSZTYN.PL

Forum dyskusyjne
It is currently September 4, 2010, 7:43 pm

All times are UTC





Post new topic Reply to topic  [ 1 posts ] 
Author Message
 Post subject: Gory milczenia
PostPosted: 2007-01-16 20:29:43
Online
Registered User

Joined: 2007-01-16 20:29:43
Jaroslaw Kolczynski
Gory milczenia
Posmak sensacji archeologicznej w latach siedemdziesiatych XX wieku mialy
wykopaliska na Gorze Dobrzeszowskiej. Na szczycie tej niezbyt pokaxnej gory
(367 m n.p.m.) w pasmie Dobrzeszowskim w Gorach Swietokrzyskich odslonieto
tajemnicze kamienne konstrukcje, ktore najprawdopodobniej - wszelkie inne
hipotezy zdaja sie mniej wiarygodne - wyznaczaly starozytne miejsce
rytualne.
Interesujaca jest juz sama sceneria odkrycia i metody pracy archeologow
(ekipy Eligii Gassowskiej) - podobne do poszukiwan starozytnych miast Majow
w Ameryce Srodkowej. Na szczycie gory w gestym lesie, w zaroslach, pietrzyly
sie stosy kamieni o niewyraxnym i zagadkowym watku. Trzeba bylo te ledwie
widoczne konstrukcje uwolnic z kleszczy bujnej roslinnosci, wykarczowac
krzewy, sciac paprocie. Trzeba to bylo zrobic niezwykle ostroznie, tak by
nie poruszyc kamieni, zwlaszcza tych luzem lezacych. Kazdy kamien, chocby z
pozoru przypadkowy, mogl byc calkowicie rozmyslnie zataszczony w to a nie
inne miejsce. W tak mozolny sposob oczyszczony teren stal sie wreszcie w
miare dobrze czytelny.
Jadro tego niezwyklego miejsca wyznacza wal kamienny zaokraglajacy sie w
pelna elipse. Za nim rozciagaja sie dwa kolejne waly kamienne, tym razem
obrysowujace ksztalt polksiezyca i zbiegajace sie z pierwszym walem od
zachodu. W ten sposob waly idealnie dostosowuja sie do geomorfologii i
szczelnie zamykaja szczyt gory. Strona zachodnia gory jest najbardziej
stroma i tu ulozono stopnie z wielkich glazow, doprowadzajace z podnoza gory
do wnetrza kamiennych kregow. Takze po stronie zachodniej na zewnatrz walow
natrafiano na splaszczony kamien z wydrazonym rowkiem - mozna w nim
odgadywac kamien ofiarny. Mniej wiecej po srodku zalozenia odslonieto duzy
glaz, ktory badacze stanowiska okreslili jako "kamien centralny". W obrebie
wewnetrznych walow, blizej strony zachodniej, na wysokosci tego glazu,
ujawniono kamienna podwaline, byc moze - jak sugeruje odkrywczyni -
wzniesiona pod oltarz, a nieopodal niej rodzaj schodkow prowadzacych w dol
do usytuowanego poza walami kamienia ofiarnego. Od wschodu na wysokosci
"kamienia centralnego" w zewnetrznych walach pojawiaja sie przerwy,
natomiast pomiedzy walami znaleziono gruba (3 m) warstwe spalenizny. W
miejscach tych rozpalano zatem duze ogniska. Jak wynika z analizy
archeoastronomicznej (Roberta M. Sadowskiego) ogien wzniecano na  linii
wyznaczajacej wschod slonca okolo 1 maja (patrz: plan stanowiska).
Interpretacja roznych innych kamiennych ukladow sprawia wiele klopotow. Byc
moze od poludnia, pomiedzy pierwszym i drugim walem bilo ongis xrodelko. W
dwu bocznych zaokragleniach trzeciego (zewnetrznego) walu odczytano
konstrukcje w ksztalcie kamiennych skrzyn, w ktorych takze znaleziono
warstwe spalenizny. W dwu innych rogach tego walu widoczne sa rozpadliny
skalne stanowiace byc moze pozostalosc analogicznych konstrukcji. W takim
razie ognie rozpalano rowniez z czterech stron otaczajacego swiata.
Skale calego obiektu mozna krotko przedstawic w liczbach: obwod pierwszego
walu 262,5 m, drugiego 260 m, trzeciego 332 m. Wysokosc walow jest takze
dosc znaczna, pierwszego siega 1,66 m, drugiego 1,34 m, trzeciego 1,93 m.
Kamienie na budowe wybierano z zachodniego zbocza gory. Przed ich ulozeniem
trzeba bylo jednak oczyscic szczyt z mnostwa luzem lezacych glazow i
mniejszych kamieni, wykarczowac drzewa i krzewy. Nie oszacowano dotad
nakladu pracy, ktora trzeba bylo wykonac wznoszac ow obiekt. Zapewne byl to
wysilek nie mniejszy niz usypanie kopca Krakusa, a to, jak sie oblicza, bylo
zajecie dla 100-150 ludzi w ciagu pelnego roku.
Warstwa spalenizny zalegajaca pomiedzy walami w badaniu metoda C-14
wykazala  date plus minus 795 roku, taka datacje potwierdza rowniez analiza
formalna wykopanych okruchow ceramiki. A zatem odkryto miejsce rytualne
uzytkowane w czasach umacniania sie na naszych ziemiach niedawnych
przybyszow - plemion slowianskich. Wypada zauwazyc, ze sama idea gorskiego
sanktuarium tkwi w wielowiekowym dziedzictwie wczesniejszych kultur. Swiete
gory sa wszak charakterystycznym elementem  tradycji  wierzeniowej
Indoeuropejczykow; z bardziej znanych przykladow, jeszcze z epoki brazu,
przywolam  kamienne kregi na szczytach gor w Klein Gleichberg w  Niemczech,
Castle Law w Anglii, na gorze Zdar w Czechach czy na Gorze Slezy u nas.
Takie przyklady ulokowalbym jednak w dalszym tle. Bezposrednim zapleczem
kulturowym, z ktorym spotkali sie budowniczowie sanktuarium na Gorze
Dobrzeszowskiej sa najpewniej tradycje plemion germanskich i byc moze takze
celtyckich, ktorych puls bil jeszcze dlugo po ich  wyjsciu z naszych
terenow.
Co jest w tym odkryciu intrygujace? Wewnatrz kamiennych kregow nie
znaleziono zadnych sladow obecnosci przychodzacych tu ongis ludzi. Wykopano
raptem troche ulamkow ceramiki w warstwach spalenizny. To miejsce jest
nieomal idealnie puste! Wydaje sie to zdumiewajace, bowiem w miejscach,
gdzie gromadzili sie ludzie zwykle  latwo natrafia  sie na rozmaite,  chocby
skromne,  tego  dowody. Oto ktos zgubil monete, kto inny szpile do wlosow,
komu innemu rozerwal sie naszyjnik itp. Zeby znalexc rozne, utracone
najczesciej przez nieuwage, przedmioty nie trzeba nawet kopac w ziemi, wiele
z nich lezy wciaz na powierzchni. To wlasnie dlatego w archeologii chetnie
wykorzystywana metoda rozpoznawania stanowisk sa tzw. badania
powierzchniowe - rozstawieni w tyraliere poszukiwacze ogladaja uwaznie metr
za metrem terenu. Rezultaty takich badan sa czesto imponujace, z ziemi
podnosi sie dziesiatki, a nawet setki roznych starozytnych przedmiotow czy
ich fragmentow. Ludzie przekraczajacy ongis granice kamiennych walow na
Gorze Dobrzeszowskiej musieli wiec zachowywac sie wybitnie ostroznie. Byc
moze wchodzili tam tylko nieliczni wybrancy. Nie wolno im bylo, jak mozna
sie domyslac, zaklocic idealnej prozni tego miejsca, czyli jego symbolicznej
i rytualnej czystosci.
Ta doskonala pustka miejsca swietego odkrywa przed nami malo znany wymiar
starozytnych wierzen, fascynujacy i zarazem klopotliwy do interpretacji -
nie znamy bowiem zadnych innych szczegolow. Wedlug wszelkiego
prawdopodobienstwa bylo to miejsce epifanii, w ktorym ujawnialy sie
nieokreslone dla nas nadnaturalne moce, moze bogowie dawali tu odczuc swa
obecnosc grzmotem piorunow czy ulewnym deszczem, moze pojawiali sie tu
zmarli przodkowie. Niestety, musimy obracac sie tylko w sferze
najogolniejszych domyslow. W tym stanie rzeczy godna uwagi szanse
interpretacji otwiera przed nami historia religii, wydobywajaca na jaw w
roznych kulturach swiata bliskoznacznosc  symboliki  pustki, ciszy
(milczenia) i ciemnosci. Rudolf Otto bardzo trafnie wskazal, ze tym co laczy
owe trzy symboliki jest negacja. Mozna smialo powiedziec w duchu Otta, ze
jest to tworcza negacja, bowiem "usuwa wszystko 'to i tu', aby 'cos calkiem
innego' stalo sie aktem". Te trzy symboliki - pustki, ciszy i ciemnosci - sa
w istocie tylko "srodkiem" do ujawnienia sie numinosum. W pokrewienstwie
tych symbolik wolno przeczuwac pewna uniwersalna postawe wyobraxni, ktorej
szanse pojawienia sa zawsze duze. W wypadku Gory Dobrzeszowskiej, miejsca
swietego, w ktorym  bije wspolny puls wierzen germanskich i slowianskich,
szanse odsloniecia takiego wzorca symboliki rosna, gdy porownamy kilka
informacji ze xrodel pisanych. Najpierw chcialbym zwrocic uwage na
trafiajace sie u wczesnosredniowiecznych kronikarzy  informacje o
ograniczeniach dostepu do najscislejszej strefy sacrum w niektorych swietych
miejscach Slowian. Helmod z Bozowa (Helmmodi presbyteri Bozoviensis Chronica
Slavorum I, 84) powiada, ze do przybytku Prowego "boga ziemi stargardzkiej"
w jego swietym gaju wstep mieli tylko kaplani, ci ktorzy chcieli zlozyc
ofiary oraz ludzie, ktorym grozilo niebezpieczenstwo smierci i szukali tam
azylu. Adam z Bremy (Gesta Hammaburgensis ecclesiae pontificum II,21[18]) z
kolei zanotowal, ze przez drewniany most prowadzacy do swiatyni Swarozyca w
Radogoszczy pozwalano przejsc tylko tym, ktorzy zamierzali zlozyc ofiare lub
zasiegnac wrozby. Z takimi ograniczeniami dostepu do niektorych miejsc
swietych spotykamy sie tez u Germanow i informuje o tym wczesne xrodlo,
jakim jest Germania Tacyta. Do swietego gaju Semnonow  mogl dostac sie tylko
czlowiek skrepowany wiezami (Germania 40). Ta krotka wzmianka jest dosc
zagadkowa i byc moze mowi o ofierze z czlowieka - co jest tym bardziej
prawdopodobnie, iz nieco dalej Tacyt donosi o topieniu niewolnikow, ktorzy
corocznie wyprowadzali i wprowadzali z powrotem woz bogini Nerthus do jej
"nietknietego" gaju na wyspie. Wynikaloby z tych wzmianek, iz u Germanow
niektore swiete miejsca - a raczej ich najscislejsza strefa sacrum -  byly w
istocie nieomal  calkowicie niedostepne dla wiernych:  wchodzili w ich obreb
tylko ludzie ofiarowani bogom i - jak trzeba sie domyslac - kaplani
ofiarnicy. W xrodlach pisanych natrafiamy takze na cenne zapiski ujawniajace
symbolike ciszy (milczenia). U Saksona Gramatyka (Gesta Danorum, XIV,39,3)
czytamy, ze do celli swiatyni Swietowita w Arkonie prawo wstepu mial
wylacznie kaplan, ktory wchodzac musial wstrzymac oddech. Charakterystyczne
jest, ze ta wzmianka rownoczesnie moze byc laczona z symbolika idealnej
prozni (kronikarz domyslal sie, ze chodzilo o nieskalanie bostwa oddechem
smiertelnika) i z symbolika idealnej ciszy (milczenia). Milczeniem  - jak
notuje Tacyt w Germanii, 12 -  zaczynaly sie thingi, rytualne zgromadzenia
starozytnych Germanow. Warto takze zauwazyc w wierzeniach Skandynawow postac
zagadkowego boga Hoenira, ktorego Jan de Vries rozszyfrowal jako boga
rozwaznego i uroczystego milczenia oraz ceremonii kultowych. Ten
nieodmiennie milczacy bog, by przemowic potrzebowal wieszczej, ucietej glowy
Mimira (tylko Mimir umial przechwycic i zrozumiec jego mysli). Hoenir mial
przezyc kosmiczna katastrofe (ragnarök) i w odrodzonym swiecie zjawic sie z
wrozebna rozdzka, by  - jak mozna odgadywac -  przewodzic rytualom.
Najskromniejsze, za to bardzo wartosciowe, sa zapiski ujawniajace symbolike
ciemnosci. Tacyt pisze o Germanach, ze "noc wedlug ich mniemania idzie przed
dniem". Dlatego tez "gromadza sie w oznaczonych dniach o nowiu, albo o pelni
ksiezyca", bo taki czas uwazaja "za najpomyslniejszy poczatek dla
przedsiewziec" (Germania 12). W tym wlasnie ustepie Germanii czytamy, ze
rytualne zgromadzenia rozpoczynaly sie  milczeniem nakazanym przez kaplanow,
ktorzy tez mieli prawo jego egzekwowania. Bardzo podobnie pisze o Galach
Cezar (Wojna galijska VI,18): "wszelkie podzialy czasu okreslaja oni nie
wedlug dnia, lecz nocy, aby noc zawsze poprzedzala dzien". Dysponujemy zatem
wyraxna podpowiedzia, ze inicjalna symbolika nocy byla szerzej znana w
"barbarzynskiej" Europie i trzeba przypuszczac, iz nieobca byla rowniez
ludom slowianskim.
Nie widze zadnych przeszkod, by uznac iz na Gorze Dobrzeszowskiej wlasnie
"noc poprzedzala dzien" i ze istotne rytualy odbywaly sie tam w ciemnosciach
nocy przed zapaleniem ogni o wschodzie slonca. Analiza archeoastronomiczna
wskazala kulminacyjna date w rytualnym kalendarzu tego swietego  miejsca -
okolo 1 maja. Wchodzac na te gore w pierwszych dniach maja i stajac posrodku
kregow, przy "kamieniu centralnym", widzimy slonce wschodzace dokladnie na
linii przerw w walach i sladow spalenizny. Na poludniowy wschod lezy Gora
Siniewska, a nastepnie na tej samej linii ukazuje sie Lysa Gora.
Najprawdopodobniej wiec rozpalano ogniska na kolejnych gorach w miare jak
slonce wschodzilo coraz dalej na horyzoncie. Na Lysej Gorze juz odkryto
starozytny kamienny krag, na Gorze Siniewskiej takie odkrycie jest dopiero
spodziewane (na zdjeciach lotniczych mozna wypatrzyc jakies elipsoidalne
zalozenie). Trzeba takze zbadac inne gory, rysuje sie bowiem hipoteza o
istnieniu calego systemu miejsc rytualnych w Gorach Swietokrzyskich.
Wykopaliska na Lysej Gorze (ekipa Jerzego Gassowskiego) ujawnily dwa
eliptyczne waly, nie laczace sie ze soba, otaczajace szczyt gory z dwu
stron, od zachodu i wschodu. Waly zbudowano z luxno narzuconych mniejszych i
wiekszych kamieni. Wal od strony wschodniej jest staranniej wykonany, zas od
strony zachodniej byc moze nie zostal ukonczony. Imponujaca jest laczna
dlugosc walow: dzisiaj 1,5 km, a pierwotnie zapewne ok. 2 km. Szerokosc
walow wraz z rozsypiskiem dochodzi do 15 m, wysokosc siega 3 m. Rowniez w
obrebie tych walow nic nie znaleziono, ani jednej monety czy szpili. To
miejsce jest znow archeologicznie calkowicie jalowe! Tylko w rozsypiskach
walow znaleziono resztki wczesnosredniowiecznej ceramiki, ktora pozwala
datowac to stanowisko na VIII-IX wiek.
Date okolo 1 maja mozna kojarzyc z kalendarzem celtyckim. W noc
poprzedzajaca i w dzien 1 maja Celtowie obchodzili swieto Beltaine, inaczej
st.irladz. Bel-tene "Ognie Bela". Bel lub Belanos "Swiecacy", "Jasny" byl
bogiem swiatla i oczyszczenia, wladajacym mocami zycia i smierci,
porownywano go do greckiego Apollona. Beltaine otwieralo lepsza polowe roku:
pore ciepla, plodnosci ziemi i zwierzat. Rozpalano wtedy m.in. wielkie
ogniska - w przeszlosci druidzi mieli je rozpalac za pomoca promieni
slonecznych. Obchody tego swieta mialy dwie fazy. W nocy zwykli ludzie
raczej nie opuszczali swoich siedzib. Wtedy bowiem z zaswiatow przybywali na
ziemie zmarli przodkowie oraz rozne demoniczne istoty, tak straszliwe jak
np. opisany w walijskim Mabinogionie ("Opowiesc o Llud i Llevelsie")
rozjuszony walka smok, ktorego niesamowity krzyk paralizowal strachem ludzi
i czynil bezplodnymi zwierzeta, ziemie i wode. Niektorzy ryzykowali jednak
spotkanie z groxnymi przybyszami, by wypytac ich o przyszlosc. W dzien
ludzie gromadzili sie wokol rytualnych ognisk i odpalali od nich nowy ogien,
majacy tlic sie w ich domowych paleniskach caly rok. Pomiedzy rozpalonymi
ogniskami przepedzano bydlo, co mialo je chronic przed wszelkimi chorobami i
innymi wypadkami. Wreszcie wokol ognisk wirowano w tancu w kierunku
wyznaczonym przez ruch slonca, co mialo uruchomic magiczne moce zycia.
Beltaine bylo przede wszystkim swietem odnowienia swiata i rozpoczynania
wszystkiego od nowa. Warto rowniez wziac pod uwage obszar germanski. W
wierzeniach ludowych znana jest tam niebezpieczna "noc Walpurgi"  (z 30
kwietnia na 1 maja), kiedy zaswiaty opuszczaja zmarli i rozmaite demony. W
te noc czarownice gromadzily sie na sabatach, natomiast ludzie chowali sie
przerazeni po domach - z wyjatkiem tych, ktorzy spodziewali sie wydobyc od
zaswiatowych istot wrozebne przepowiednie. W etnologii wciaz utrzymuje sie
stara hipoteza, ze "noc Walpurgi" jest wspomnieniem  po wierzeniach
srodkowoeuropejskich Celtow. Niezaleznie od tego czy jest to hipoteza trafna
czy tez nie, data okolo 1 maja wydaje sie w "barbarzynskiej" Europie
charakterystyczna dla pierwotnego kalendarza, dzielacego rok na dwie polowy
(wtedy druga znaczaca data wypada okolo 1 listopada).
Przypominam, ze trzeba wykluczyc, by ruchliwy, swiateczny tlum docieral na
sam szczyt rytualnych gor, wchodzil w obreb kamiennych walow. Mozna zatem
przypuszczac, ze wlasnie w tych niedostepnym dla zwyklych wiernych miejscach
odbywaly sie najbardziej niebezpieczne rytualy swieta wiosennego - rytualy
nocne, gdyz to w nocy na chwile stykaly sie ze soba "ten" i "tamten" swiat.
Mozna rowniez miec nieomal stuprocentowa pewnosc, ze wsrod tych rytualow
istotna role graly rytualy wrozebne. Czlowiek kultur archaicznych - to znow
jest postawa uniwersalna - nie watpil, ze przyszlosc mozna poznac i nigdy
nie rezygnowal z takiej szansy. Pytania o przyszlosc, zadawane w imieniu
calej spolecznosci, byly elementarna funkcja "wielkich" swiat
kalendarzowych, laczacych ludzi z kosmosem.
           Poganski krag rytualny na Lysej Gorze musial zadziwiac i
niepokoic swa skala. Nieprzypadkowo tu wlasnie, w jego centrum, benedyktyni
juz w XII wieku zbudowali kosciol i klasztor. Chcac wyegzorcyzmowac to
miejsce "ohydnych poganskich zabobonow" misi zdobyli rychlo dla swego
kosciola najdrozsza dla chrzescijan relikwie - drzazge krzyza swietego. Stad
bierze sie inna nazwa gory i klasztoru Swiety Krzyz. Natomiast w tradycji
ludowej gora ta znana byla pod innymi znaczacymi nazwami: Lysiec (w XV wieku
Lissecz, to najstarszy zapisany wariant tej nazwy)  lub Lysa Gora. Pierwsza
nazwa jest bardziej swoista i byc moze - ale jest to tylko chetnie widziana
hipoteza - wywodzi sie od "lyskania", blyskow piorunow. Mielibysmy zatem
podpowiedx co do natury poganskiej epifanii pojawiajacej sie w tym miejscu.
Druga nazwa jest szeroko znana w roznych stronach Polski. Lysa to wariant
okreslenia ciemna, czarna. Lysa (czarna) gora stanowi opozycje do bialej
gory, bez watpienia jest to opozycja wartosciujaca zla - dobra gora. Ta
demoniczna konotacja jest oczywistym wspomnieniem pradawnej rytualnej roli
gory. Znamienne jest wreszcie, ze jeszcze Jan Dlugosz okreslal Lysa Gore
jako "najwazniejsza", ale tez jako "najwyzsza" (!) gore w krolestwie. Dzieki
tym okresleniom mozemy dzisiaj bez wahania rozszyfrowac tu uniwersalna
archaiczna symbolike gory kosmicznej, czyli miejsca "srodkowego", gdzie
lacza sie ze soba trzy pietra kosmosu: otchlan, ziemia, niebiosa.
Pomimo wszelkich usilowan benedyktynow Lysa Gora wciaz przyciagala okoliczna
ludnosc z pobudek calkowicie obcych chrzescijanstwu. Jeszcze w XV wieku, pod
pretekstem jarmarku w Zielone Swiatki, na samym szczycie gory, tuz pod
bokiem klasztoru, wiesniacy urzadzali sobie zywiolowa zabawe. Zakonnicy
skarzyli sie potem na niesamowity halas, w powietrzu wibrowaly dxwieki trab,
bebnow, piszczalek. Wsrod tlumu nagle tworzyly sie taneczne kola. Wieczorem
na zboczu gory zapalano ogniska. Drugi jarmark, rowniez wielce gorszacy
mnichow, odbywal sie w okolicy dnia sw. Wawrzynca (10 sierpnia). Niewiele o
nim wiadomo, w kazdym razie, gdy wreszcie w roku 1468 krol Kazimierz
Jagiellonczyk, wyczuwajac uparte trwanie poganskich tradycji, zniosl
jarmarki na szczycie gory i przemiescil je nizej, wyznaczyl dwie ich daty:
tydzien na Zielone Swiatki i tydzien okolo dnia sw. Wawrzynca. Co jest
charakterystyczne, sw. Wawrzyniec kojarzony byl przez Kosciol z zywiolem
ognia, a jego posagi jeszcze w XIX wieku stawiano w miejscach zagrozonych
przez pozar. Mozna wiec przypuszczac, ze rowniez z tym swietem laczylo sie
na Lysej Gorze palenie ognisk. Nalezy tez dostrzec, ze  10 sierpnia slonce
wschodzi na horyzoncie na tej samej wysokosci co 1 maja.
W kronikach klasztoru swietokrzyskiego blaka sie jednak takze data 1 maja. W
ten dzien chlopi, jak to enigmatycznie zapisano, mieli na gorze "oddawac"
jakies ofiary. Za to 3 maja benedyktyni uroczyscie obchodzili dzien
znalezienia krzyza swietego. Odpust w tym dniu gromadzil rowniez spore tlumy
pielgrzymow. Czy te dwie daty lacza sie ze soba na zasadzie wymiany symboli
pomiedzy stara i nowa wiara? Bardzo to prawdopodobne. Powiedziec tez trzeba,
ze dysponujemy cennym swiadectwem z XVI wielu potwierdzajacym w okolicach
Lysej Gory szczegolne znaczenie daty 1 maja. W Powiesci rzeczy istey o
zalozeniu klasztoru na Lysej Gorze czytamy, ze w tym miejscu byl "kosciol
trzech balwanow Lado, Boda, Leli, do ktorych prosci ludzie schodzili sie 1
maja" . Imiona tych "balwanow" sa byc moze znieksztalcone czy nawet
wymyslone, wszelako w niczym to nie zmienia faktu,  ze  wciaz zywa byla
swiadomosc poganskich tradycji w tym miejscu i tej dacie.
Zielone Swiatki sa jedna z dwu dat ludowego kalendarza, w ktorych widziano
moment przelomu w cyklu wegetacyjnym, poczatek pory plodnej, lata. To stara
data kalendarza ksiezycowego, gdy druga data, dzien sw. Jana - dzien
rownonocy, to data kalendarza slonecznego. Te dwie daty spotkaly sie ze soba
gdzies na przecieciu kultur, w nieokreslonej przeszlosci  i wciaz spotykaja
sie ze soba w tradycji ludowej. Stad po wsiach tu obchodzono wspanialej
Zielone Swiatki, tam znow sw. Jana czy tez oba te swieta rownie uroczyscie.
Ich wspolnym rysem  - i to w europejskiej perspektywie - sa orgiastyczne
rytualy. Najjaskrawsza ich forma byly tzw. sobotki, czyli tance dziewczat
wokol rozpalonego w nocy ogniska. Dziewczeta, nagie - co utrzymywalo sie
gdzie niegdzie jeszcze w XIX wieku - wirowaly w kolo ogniska, przy
rytmicznym spiewie, az do utraty przytomnosci. W chwili, gdy ogien dogasal,
nagle wypadali z ukrycia chlopcy, chwytali wybrane przez siebie dziewczeta i
przenosili je ponad zarzacym ogniem. Na reszte nocy pary znikaly. Swieto
sobotki gralo, to oczywiste, role rytualu inicjacji seksualnej, ale
pierwiastek orgiastyczny ma przede wszystkim elementarne znaczenie we
wszelkich rytualach pobudzajacych najogolniej pojmowane kosmiczne moce zycia
i plodnosci. Kazda granica, rowniez granica w czasie, przybliza do siebie
brzegi dwu swiatow: "tego" i "tamtego". Dziewczeta w tancu wirowaly w lewo,
wiec w kierunku "wstecz", "w glab" - az do otchlani. W swiecie archaicznej
wyobraxni to wszak w gestii zmarlych przodkow znajdowaly sie ukryte,
podziemne moce zycia i plodnosci. Takze kazda inicjacja, wiec i seksualna,
stanowila rytualna forme spotkania ze smiercia i cudownego powrotu do zycia.
Ostentacyjna wrzawa to tylko jedna z postaw rytualnych zwiazanych z
niebezpieczna chwila zetkniecia sie ze soba dwu swiatow. Z anonimowego
kazania na Poniedzialek Wielkanocny z 1 polowy XVI wieku, odszukanego przez
Aleksandra Brücknera, wynika iz noc poprzedzajaca Zielone Swiatki wiesniacy
spedzali pod golym niebem, chodzili wtedy boso i zachowywali milczenie ("nie
rozmawiaja z ludxmi") - choc nie idealne, bowiem wywolywali demony.  Na tle
zachowywanej ciszy tym dobitniej wszakze brzmialy slowa kierowane do
pojawiajacych sie wowczas tajemniczych istot. Bardzo znaczaca jest takze
informacja, ze w te noc chlopi chodzili boso. To jest dobrze znany w
kulturach archaicznych rytualny sposob uzyskania bezposredniego kontaktu ze
swiatem podziemnym - stawiajac bose stopy na ziemi czlowiek czuje sie
rownoczesnie blizej podziemi. Z kilku zdan poxnosredniowiecznego kaznodziei
wylania sie zatem calkiem sensowny scenariusz rytualny. Chlopi gromadza sie
w ciemnosciach nocy, w otwartej przestrzeni, sa bosi i zachowuja milczenie.
Dzieki tym rytualnym warunkom i zachowaniom staraja sie znalexc jak
najblizej, tylko w wyjatkowych chwilach widzialnego i slyszalnego,
sasiedniego "tamtego" swiata. Z wielu innych xrodel wiemy jednak doskonale,
ze nie zachowywali milczenia przez cala noc. Milczenie, jak odgaduje, bylo
rytualnym sposobem zachowania sie w pierwszej czesci niebezpiecznej nocy,
kiedy swiaty znow oddalaly sie od siebie  ludzie odzyskiwali glos.
Z tych roznego rodzaju informacji - archeologicznych, etnohistorycznych i
etnograficznych - zarysowuje sie bardzo ciekawa topografia rytualna. Na
szczycie gor wyizolowano wielkimi kregami kamiennymi idealnie puste miejsce,
w ktorym zbieraly sie nadnaturalne moce. Z tego miejsca, z jego granic,
rozpalajac ogniska dawano znac  o wschodzacym sloncu, rozpoczynajacym
najdoskonalsza pore roku: urodzajne lato. Stad obserwowano wiec kosmos i tu
kontakt z bogami (a zapewne tez ze zmarlymi przodkami i demonami) byl
najpelniejszy. Wyizolowany szczyt gory byl najprawdopodobniej traktowany
jako miejsce w istocie nie nalezace do "tego" swiata. Tuz ponizej, juz w
strefie o mniejszym  potencjale swietosci, ktora rozpraszala sie w
otaczajacym swiecie, wokol wznieconych o swicie ognisk z nowym ogniem
praktykowano wlasciwe  symbolice odrodzenia mocy zycia i plodnosci
orgiastyczne i halasliwe rytualy.  Idealna pustka i cisza na szczycie gory
zamienialy sie ponizej w  zgielk i  halas tlumow.
Trudno oprzec sie wrazeniu, ze w samej nazwie jednej z tych swietych gor -
Lysiec (od "lyskania" piorunow) mamy wyraxna sugestie co do rodzaju
doswiadczanej tam epifanii. Prawdopodobnie na wyizolowanych szczytach tych
gor w ciemnosciach nocy, w milczeniu wypatrywano i nadsluchiwano stworczych
i oczyszczajacych swiat piorunow.  W kazdym razie taki domysl dobrze pasuje
do wspolczesnych rekonstrukcji religii Slowian, w ktorych piorunowladca i
pan nieba widziany jest jako glowna postac panteonu, a blyskawica jawi sie
jako najdoskonalsza moc oczyszczajaca (nie inaczej zreszta niz w innych
starozytnych kulturach kregu indoeuropejskiego). Przypomne tu znany ustep u
Prokopa z Cezarei (Wojna gocka VII, 14, 23), w ktorym powiada on o Antach,
ze za najwazniejszego boga uwazali "tworce blyskawicy" bedacego "jedynym
wladca wszystkiego".
Wreszcie wypada zwrocic uwage na  uderzajacy calkowity brak pozostalosci
skladanych na tych gorach krwawych ofiar. Czy w ogole praktykowano tu takie
rytualy? Na Gorze Dobrzeszowskiej  odkrywcy sanktuarium zidentyfikowali
podwaline pod oltarz i kamien ofiarny na zewnatrz walow. A zatem byc moze
krwawe ofiary jednak skladano, tylko potem starannie usuwano je ze swietej
przestrzeni. Byc moze akty ofiarne byly  tu ukrywane w pustce, ciemnosci i
milczeniu i stanowily niedostepna zwyklym wiernym tajemnice tych miejsc.
Taka proba wyjasnienia intrygujacych odkryc archeologicznych moze wydawac
sie bardzo skromna. Najpewniej na zawsze pozostanie tajemnica to, co dzialo
sie wewnatrz kamiennych walow. I wcale nie dlatego, ze nie dysponujemy  - bo
nigdy nie istnialy -  xrodlami pisanymi, oswietlajacymi religijna historie
tych miejsc. W swiecie grecko-rzymskim nawet w najwspanialszych miejscach
kultu stajemy wobec nie dajacych sie rozwiklac tajemnic. Wejscie w obreb
murow niektorych swietych okregow laczylo sie ze zlozeniem przysiegi
milczenia o wszystkim, co tam mozna bylo ujrzec i o tym, co sie tam dzieje.
To zdumiewajace, ale w gadatliwym swiecie srodziemnomorskim nikt wlasciwie
nie zlamal tej przysiegi milczenia. W najlepszym wypadku odkrywamy w
tekstach tylko rozne mniej lub bardziej zrozumiale aluzje. W najslynniejsze
misteria greckie w Eleusis musialo byc wtajemniczonych dziesiatki tysiecy
ludzi, moze jeszcze wiecej, a jednak nikt nie odwazyl sie zdradzic ich
tajemnic. Obok przysiegi milczenia, skladanej przez inicjowanych w misteria,
powszechny byl w Grecji zakaz mowienia o niektorych elementach rytualow -
byly one chronione przed czcza ciekawoscia jako "zakazane" (aporrheta) albo
"niewyslawialne" (arrheta). Czytajac Herodota czy Pauzaniasza, autorow
najdokladniej oprowadzajacych po swiecie greckim, co chwila zloscimy sie, ze
w materii wierzen i rytualow sa tak ostrozni - wciaz natrafiamy u nich na
irytujaca formule "o tym nie wolno mi powiedziec". Cisza  - jak odgadujemy -
panujaca  w kamiennych kregach w Gorach Swietokrzyskich byc moze mialo taki
wlasnie sens. Miala ukrywac tajemnice, ktorej ujawnienie grozilo utrata mocy
rytualow.
A jednak zawsze bedziemy ciekawi co bylo w srodku, co otaczano tajemnica.
Czasami wiemy lub mozemy sie domyslac, jakie to byly przedmioty. Klos zboza
w greckich misteriach Demeter, wrozebny kociol w rytualnych zgromadzeniach u
Celtow i Germanow, lustro w sintoistycznych swiatyniach w Japonii. Na ogol
sa to zwykle formy, ktore trzeba ukrywac, by nie rozproszyc otaczajacych je
wyobrazen o ich niezwyklosci. Znakomicie te postawe czlowieka kultur
przednowoczesnych ukazal na przykladzie Japonii Alex Kerr: "W Izumo,
najstarszym chramie sinto, przedmiot kultu przebywal w ukryciu tak dlugo, az
zapomniano, co to bylo: mowiono o nim 'obiekt'. Wiemy, ze w Wielkim
Sanktuarium Ise takim przedmiotem bylo lustro, ale nikt nie widzial go od co
najmniej tysiaca lat. Zapytany o Ise dziewietnastowieczny japonista
Chamberlain powiedzial: 'Nie ma tam nic do zobaczenia i nie dadza ci tego
zobaczyc' ". Trzeba uczciwie powiedziec, ze nie wiadomo czy kamienne kregi w
Gorach Swietokrzyskich nie chronily jakichs swietych przedmiotow, ktore
latwo bylo stamtad zabrac. Wtedy pustka tego miejsca nie bylaby idealna.
Negatywny wynik badan archeologicznych wewnatrz swietokrzyskich kamiennych
kregow (okreslanych czasem sugestywniej: plenerowymi uroczyskami) zdaje sie
mi ciekawszy, niz gdyby wykopano tam kunsztowne wyroby ze zlota. Zamiast
zlota prawdopodobnie ujawniono slady pozornie prostych, a w istocie bardzo
wyrafinowanych postaw rytualnych, wykorzystujacych symbolike pustki,
ciemnosci i milczenia.
Na koniec chcialbym przypomniec, ze wyodrebnione kamiennymi walami swiete
miejsca Slowian z konca I tysiaclecia na Gorze Dobrzeszowskiej i Lysej Gorze
nie sa jedynymi tego rodzaju rozpoznanymi stanowiskami archeologicznymi w
Polsce. Wsrod kilku innych wypada wymienic przede wszystkim Sleze, Radunie i
Wiezyce, takze zapewne Grodowa (Tumlin) i Zamkowa (Widelki) . Niektore z
tych gor byly wczesniej wykorzystywane w celach rytualnych  takze przez
starsze kultury, co sprawia  iz  ich obraz archeologiczny jest bardziej
skomplikowany. Wiele jednak wskazuje, ze rowniez  w tych miejscach mozna
poszukiwac podobnej symboliki pustki i  prawdopodobnie rowniez ciemnosci i
ciszy (milczenia).
Jaroslaw Kolczynski
pierwodruk: "Z otchlani wiekow" r. 60: 2005, nr 1-4, s. 192-202
Nota bibliograficzna
Problemy sygnalizowane w tym artykule mialem juz okazje przedstawic nieco
dokladniej: J. Kolczynski, W poszukiwaniu symboliki pustki, ciemnosci i
milczenia, "Etnografia Polska", t. XLVIII:2004, z.1-2, s. 131-148.
Ostatnio "plenerowe" sanktuaria Slowian w z ich okregami swiatynnymi,
inaczej sanktuaria w swiecie "natury" w przeciwienstwie do sanktuariow w
swiecie "kultury", skonfrontowal L. P. Slupecki, Sanktuaria w swiecie natury
u Slowian i Germanow. Swiete gaje i ich bogowie, [w:] Czlowiek, sacrum,
srodowisko. Miejsca kultu we wczesnym sredniowieczu. Spotkania Bytomskie IV,
pod red. S. Moxdziocha, Wroclaw 2000, s. 39-47.
Wyniki badan archeologicznych na Gorze Dobrzeszowskiej: E. Gassowska,
Sanktuarium poganskie w Dobrzeszowie, "Z otchlani wiekow", r XLV:1979, z..
2, s. 122-127; analiza archeoastronomiczna: R.  M.  Sadowski, Possible
Astronomical Orientations at an Ancient East-European 'Sanctuary',
"Archaeoastronomy", t. II:1979, nr 4, s. 17-20.
Symbolike pustki, ciszy i ciemnosci zestawia R. Otto, Swietosc, tlum. B.
Kupis, Warszawa 19932, s. 94-96.
Hoenir w interprpretacji J. De Vriesa, Altgermanische Religionsgeschichte,
Berlin 1957, t. II, s. 268-271;  L. P. Slupecki, haslo Hoenir [w:] Slownik
mitologii swiata, red. J. Kolczynski (w przygotowaniu).
Wykopaliska na Lysej Gorze: J., E. Gassowscy, Lysa Gora we wczesnym
sredniowieczu, Wroclaw-Warszawa-Krakow 1970;
Lysa Gora w oswietleniu xrodel etnohistorycznych, m.in.: J. Gacki,
Benedyktynski klasztor Swietego Krzyza na Lysej Gorze, Warszawa 1873; J. E.
Gassowscy, j.w.; L. P. Slupecki, 'Powiesc rzeczy istey' jako xrodlo do
dziejow poganstwa na Lyscu, [w:] Kultura sredniowieczna i staropolska.
Studia ofiarowane A. Gieysztorowi w piecdziesieciolecie pracy naukowej,
Warszawa 1991, s. 377-386; M. Derwich, Wiarygodnosc przekazow pisemnych na
temat kultu poganskiego na Lyscu. archeolog a xrodla pisane, [w:]
Slowianszczyzna w Europie sredniowiecznej, t. I, Wroclaw 1996, s. 97-104, B.
Wojciechowska, Tradycja igrzyska "Stado" na Lysej Gorze, [w:] Pamietnik
Swietokrzyski. Studia z dziejow kultury chrzescijanskiej, Kielce 1999, s.
98-104.
Anonimowe XVI wieczne kazanie na Poniedzialek Wielkanocny: A. Brückner,
Literatura religijna w Polsce sredniowiecznej, t. 1. Kazania i piesni.
Szkice literackie i obyczajowe, Warszawa 1902, s. 55.
B.H. Chamberlain o swiatyni w Ise: A. Kerr, Japonia utracona, tlum. M.
Kwiecinska-Decker, Warszawa 1999, s. 165-166.
http://www.taraka.pl/index.php?id=gorymilczenia.htm






Top
 Profile
 
Post new topic Reply to topic  [ 1 posts ] 




 Topics   Author   Replies   Views   Last post 

Who is online

Users browsing this forum: Jakub Zawila-Niedxwiecki,defekt,M.A.K.,trend.off, prezenty and 4 guests


New posts New posts    No new posts No new posts    Announce Announcement
New posts [ Popular ] New posts [ Popular ]    No new posts [ Popular ] No new posts [ Popular ]    Sticky pozycjonowanie
New posts [ Locked ] New posts [ Locked ]    No new posts [ Locked ] No new posts [ Locked ]    Moved topic Moved topic
You can post new topics in this forum
You can reply to topics in this forum
You cannot edit your posts in this forum
You cannot delete your posts in this forum
You cannot post attachments in this forum

Powered by phpBB © 2000, 2002, 2005, 2007 phpBB Group - Pozycjonowanie