Uzytkownik MovieJack napisal:
> U nas jak sie budowalo osiedle na gorce ludziska natrafili na stara osade i
> cmentarz, ile ciekawych rzeczy wykopali i wywiexli do Odry/lasu aby nikt sie
> nie dowiedzial... Ech niestety ja mialem ok 12 lat i nie wiedzialem ze to ma
> jakas wartosc nam podobaly sie czaszki ktore czasem walaly sie w wykopach
> pod fundamenty.... A za te porcelany, narzedzia wisiorki z miedzi pewnie bym
> se teraz dach postawil ;-)
W mojej miejscowosci, kiedy bylem maly, proboszcz ciagnal centralne
miejskie do kosciola. Wykopy szly pzez tzw "stary cmentarz" o ktorym
wszyscy wiedzieli, ze jest, a raczej kiedys byl. Ale nikt sie nie
przejmowal. My, dzieciaki, sami bawilismy sie w archeologow wydobywajac
szkielety i co lepiej zachowane czaszki zatykajac na plocie. Niestety, a
moze na szczescie, do niczego cennego sie nie dogrzebalismy. Dopiero po
kilku dniach "gdzies to dotarlo", ze czaszki strasza przechodniow i
zaczely sie "oficjalne ruchy administracji panstwowej" czyli ustalanie
stanowiska miedzy I Sekretarzem a Proboszczem. Nie wiem jak to
przebiegalo, zreszta bylem za maly. Natomiast rury zostaly polozone tam
gdzie planowano a budowe oddano 3 dni przed terminem ;)
Swoja droga, takie wykopaliska z punktu widzenia ogolu (narodu) sa
daleko wazniejsze niz to, ze ktos chce tam postawic jakas szope by w
niej zamieszkac. Pytanie tylko czy Panstwo stosuje jakies mechanizmy
umozliwiajace sprawne pobudowanie sie gdzie indziej? Raczej nie, i tu
tkwi problem. Po dupie jak zwykle dostaje Kowalski, ktory mial pecha
zakupic kurhan.
Z drugiej strony, czy Kowalski nie wiedzial, co kupuje???
--
Pozdrawiam,
A. Grodecki