Kategorie

starannego sprawdzenia legitymacji wszystkich komunistów. .

Magii? By zachować incognito? Wiesz, Marti, wyznał mi przed chwilą, że lubi udawać. - Lubi i umie - uśmiechnęła się złośliwie Marti. Prawda, Geralt? Nie tak dawno widziałam, jak udajesz, że masz kiepski słuch i że nie znasz Starszej Mowy. - On ma mnóstwo wad - powiedziała zimno Yennefer, podchodząc i władczo ujmując wiedźmina pod ramię. On ma praktycznie wyłącznie wady. Tracicie czas, dziewczyny. - Na to wygląda - zgodziła się Marti Sodergren, wciąż złośliwie uśmiechnięta. - Życzymy tedy miłej zabawy. Chodź, Keira, napijemy się czegoś... bezalkoholowego. Może i ja zdecyduję się na coś dziś w nocy? - Uff sapnął, gdy odeszły. - W samą porę, Yen. Dziękuję ci. - Dziękujesz? Chyba nieszczerze. Na tej sali jest dokładnie jedenaście kobiet chwalących się cyckami spod przejrzystych bluzek. Zostawiam cię na pół godziny, po czym przyłapuję na rozmowie z dwiema z nich... Yennefer urwała, spojrzała na naczynie w kształcie ryby.. - Terranova wyrzucił mnie oknem.. - Kim pani jest, do diabła?!. . - Idziemy na górę... jesteśmy trochę zmęczeni - powiedział i obaj zaczęli się przepychać do drzwi po drugiej stronie pokoju wspólnego, za którymi były spiralne schody do dormitoriów.. - Twarzy nie rozpoznaję - przyznał łysiejący detektyw - ale chyba nie wynająłbym ich do malowania chałupy.. - Chodź. Prędko. Nie mamy czasu. Pobiegły korytarzem. Dym był coraz gęstszy, dusił, dławił, oślepiał. Mury dygotały od eksplozji. - Ciri - Yennefer zatrzymała się na skrzyżowaniu korytarzy, mocno ścisnęła dłoń dziewczynki. - Posłuchaj mnie teraz, posłuchaj uważnie. Ja muszę tu zostać. Widzisz te schody? Zejdziesz nimi... - Nie! Nie zostawiaj mnie samej!. Pokój ten pogrążony był w półmroku. Światło nocnej lampki przy łóżku przykręcono do minimum. Przez zielone zasłony przedzierało się z trudem światło ulicznej latarni i tworzyło na przeciwległej ścianie zielonkawy rzucik. Pod białą, schludnie podwiniętą pościelą i mdłym, schludnym kocem Kate dostrzegała mgliście kształt własnego ciała. Przez chwilę przypatrywała się niespokojnie, czy aby wszystko wygląda prawidłowo, potem spróbowała, dość niezobowiązująco, poruszyć którymś z członków. Zaczęła od prawej ręki i ta wydała się w porządku. Nieco sztywne i obolałe palce odpowiadały posłusznie na impulsy, wydawały się też mieć właściwy rozmiar i kształt, a co więcej, zginały się w odpowiednich miejscach i we właściwym kierunku..